Lucy weź się w garść!
Pociągnęłam lekko za klamkę, a drzwi się otworzyły. Moje oczy momentalnie się rozszerzyły.
- Hh..Harry? -drżałam.
- Słuchaj, piękna. Uciekaj stąd jak najszybciej. Zayn nie da tak łatwo za wygraną.. Słyszysz? Uciekaj! -zamknęłam drzwi z trzaskiem i wbiegłam po schodach do swojego pokoju. Otworzyłam szafę i od razu wypadła z niej ogromna torba. Wpakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, oraz kilka smakołyków. Jeszcze tylko kilka papierków... Miałam już wszystko. Znalazłam się znowu przed drzwiami frontowymi.
A co jeżeli on mnie chciał tylko nastraszyć? Niee..
Otworzyłam je, a Styles nadal tam stał.
- Czego ty tu jeszcze?
- Musiałem dopilnować, że nie zostaniesz tu.
- Jak widzisz idę. A teraz żegnam.. -odrzekłam wymijając go i celowo szturchając ramieniem.
- Eej, nie pozwalaj sobie! -szarpnął mnie za nadgarstek i spojrzał głęboko w oczy. -Ostrzegłem Cię i oczekuję nagrody. -kontynuował.
- Ciekawe.. -zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość i musnął lekko moje usta. Przez chwilę stałam zszokowana. Wyminęłam go zwinnie i ruszyłam w przeciwną stronę.
- Tylko nie mów, że Ci się nie podobało. -nawet nie widząc jego twarzy byłam pewna, że patrzy na mnie tym swoim uśmieszkiem. Zignorowałam go i szłam dalej. Gdy poczułam, że jestem od niego o sporą ilość metrów (a nawet kilometrów) oddalona zwolniłam kroku.
*Oczami Cassie*
Wstałam dzisiaj nieco wcześniej. Przeciągnęłam się leniwie na łóżku i poczułam zimne powietrze. Opatuliłam się w kołdrę i zamknęłam okno. Podeszłam do komody, w której wypakowałam wcześniej wszystkie ubrania. Wybrałam czarne rurki, a do tego beżową bluzkę z sercem.
Przekroczyłam próg łazienki i przebrałam się w wybrane ciuchy.
- Cassie! Ktoś do Ciebie. -odezwał się głos Mike. A już myślałam, że wstałam pierwsza.. Wyszłam z łazienki i udałam się do salonu przez, który przechodził przedpokój.
- Lucy? Co ty tu..?
- Możemy porozmawiać w "cztery oczy"?
- No dobra.
*30 minut później*
- Powiedz mi to jeszcze raz. -znowu czułam, że mnie w czymś wykorzysta.
- Zaczęło się wiesz.. od tych długów. Śledzili mnie. To już wiesz. Ale gdy miałam już spłacić przynajmniej trochę to nastraszyli mnie bronią. W sumie to tylko Zayn. Jedyne co mnie zaskoczyło to słowa wypowiedziane przez Harrego..
- Jakie?
- "Stary! Oszalałeś? Mieliśmy umowę!"
- Czyli co? Mieli wobec Ciebie jakieś niecne plany? -zaśmiałam się lekko.
- Cassie! Nie śmiej się, proszę... -nie wierzę. Pierwszy raz mnie o coś poprosiła. Od razu zrobiło się cieplej w sercu.
- Dobra, dobra. Co mam zrobić?
- Tylko się ukrywać. Nie wiem co mogą zrobić. Są nieprzewidywalni. -normalnie powiało grozą.
Ale ty jesteś wredna, Cass. Ciesz się, że nie czyta Ci w myślach. Uśmiech mimowolnie wkradł się na moją buzię.
- Znowu to robisz!
- Co? -spytałam zszokowana.
- Wpieniasz mnie!
- No sorry, mistrzu. -musiałam. Przepraszam sis.
- Ugh.. -wstała z krzesła i ruszyła w kierunku salonu, w którym siedział Mike.
*Oczami Lucy*
- Mogę się też tu na chwilę zatrzymać? Obiecuję, że za kilka dni ulotnimy się stąd. -obiecywałam robiąc przy tym słodkie oczka.
- Jasne. Tylko robicie dzisiaj kolację. -zaśmiał się głośno. Od razu odwzajemniłam uśmiech.
- A co masz w lodówce?
- No właśnie w tym tkwi problem.. Bo nic. -zaśmiałam się jeszcze głośniej niż wcześniej. Wyciągnęłam dłoń i czekałam na pieniądze, które mi wręczy na zakupy.
- Masz tu. Wystarczy? Kup tam co chcesz.
- Ok. Cass wyłaź! Idziemy do sklepu.
- Na ciuchy? -wyjrzała zza progu małpa. Moja mina mówiła wszystko bo od razu ruszyła do drzwi i wyszła. Pobiegłyśmy na przystanek jak najszybciej bo chciałyśmy zdążyć na ostatni autobus do marketu by nie iść pieszo.
- Lucy powiedz mi jaki jest ten Zayn? -zdziwiło mnie jej pytanie.
- No wiesz.. Niby przystojny, ale przeraża samą osobą. Jednak brąz jego oczu jest hipnotyzujący. Tylko dlaczego ma taki zjebany charakter?
- Przestań bo się jeszcze zakochasz! -wybuchła śmiechem.
- Eej, ej, ej. Aż tak to nie. -posłałam jej krzywy wzrok.
- Dobra, chodź wysiadamy. -pociągnęła mnie za dłoń i weszłyśmy do marketu po potrzebne rzeczy. Mijałyśmy pełno regałów, ale ten jeden znajdował się na końcu samego sklepu. Wybrałam potrzebne składniki na naleśniki i mogłyśmy iść.
- Lucy, a Nutella? -no oczywiście. Bez niej to by nawet tyłka nie ruszyła.
- Pff... Zachciało się Nutelli księżniczce. Idź po nią. - pobiegła na następny regał, a już po chwili zniknęła mi z pola widzenia.
***
Czekałam już na nią dobre dwadzieścia minut.
Gdzie ona jest do cholery?!
Przechodziłam między "uliczkami" sklepu, aż natknęłam się na coś twardego.
- Uważaj jak łazisz! -odezwał się męski głos. Spojrzałam w górę i myślałam, że to sen. Zły sen.. - Lucy? -jego oczy momentalnie się powiększyły.
- A nie widać? -odpowiedziałam sarkastycznie.
- Wiesz, że nie lubię takich tekstów więc się lepiej zamknij. -wysyczał przez zęby.
- Przepraszam, ale śpieszę się. Cześć. -już miałam się odwrócić, ale poczułam dość mocne pociągnięcie za ramię. Przypomniała mi się sytuacja ze Stylesem. Właśnie, ciekawe czy reszta bandy też tu jest.
- Nie uciekaj, piękna. Jeżeli szukasz swojej siostry to muszę Ci powiedzieć, że natknęła się na mojego braciszka. -uśmiechnął się szeroko ukazując szereg białych zębów. Czy on chcę mnie wkurzyć?
Po prostu mu się podobasz, idiotko. Pewnie to tylko pretekst.
- A gdzie ona niby jest?
- Tam. -wskazał palcem za mną. Rzeczywiście stała tam. I przytulała się z młodym Malikiem. Czeka mnie ciężka rozmowa z Cassie. Podeszłam do nich bliżej i dosłownie odkleiłam ich od siebie.
- Cass idziemy.
- Nigdzie nie idę. Niall zaprosił mnie na kolację do siebie. Będzie też kilku znajomych od niego ,i parę dziewczyn. -wiedziała, że mnie tym zdenerwuje. Ale musiała..
- Lucy musisz iść z siostrą. Chyba jej nie puścisz samej, prawda? -Zayn..
- Nigdzie nie idę. Odwalcie się wszyscy ode mnie.. -upuściłam koszyk z zakupami i kierowałam się do wyjścia ze sklepu. Usiadłam na chodniku znajdującym się za marketem.
- Chyba nie myślałaś, że Cię tak zostawię, co nie? -znowu on? No przecież ja tu zaraz do szału dostanę..
- Odwal się!
- Coś ty powiedziała? -przyparł mnie do ściany sklepu. - Masz dług, więc musisz go spłacić. A wiem, że forsy nie masz.. Jest tylko jedno wyjście. Pójdziesz dziś z siostrą na tą kolację i będziesz mi... służyć -wdarł się na jego twarz zadziorny uśmiech.. Nienawidzę tego! Ale dług muszę spłacić..

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz