niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 5

- A co jeżeli się nie zgodzę?
- To masz tydzień na spłatę 1000 dolarów.
- Tysiąc? Przecież było 500!
- Ale już przedłużasz go przez jakiś miesiąc. Nie zauważyłaś? -odepchnęłam go dłońmi cały czas wpatrując się w jego oczy.
- Um, no dobra.. -czy ja właśnie się zgodziłam?
Tak, Lucy. Właśnie dziś możesz dostać kurwicy.
- Czekamy na Was o 18, piękna. -uśmiechnął się do mnie jeszcze raz i odszedł.
Wróciłam się do sklepu i odszukałam Cassie.

*Oczami Cassie*
- Jeszcze raz dziękuje Ci za zaproszenie. -posłałam szeroki uśmiech w stronę Niall'a i lekko musnęłam ustami jego policzek.
- Nie ma za co, Cass. -przytulił mnie mocno i jeszcze raz spojrzał w moją stronę, gdy odchodził.
- No nareszcie Cię znalazłam. -skierowała w moją stronę Lucy.
- Idziesz dzisiaj też z tym Twoim Zayn'em, tak? -zaśmiałam się cicho.
- Nie przesadzaj. Idę tam tylko dlatego, że muszę spłacić jakoś swój dług.. I muszę temu gnojowi usługiwać. Grr..
- Siostra przeżyjesz -wyśmiałam ją. - Dobra choć za to zapłacić i idziemy do domu.

*20 minut później*
Wracałyśmy już do siebie. Mike ma dużo spraw na głowie.
 Weszłyśmy do środka, a na sofie siedziały dwie osoby.
- Poczekaj tu. -powiedziałam do Cass. Podeszłam do dwóch podejrzanych typów. Ale, gdy rozpoznałam tą burzę loków zostałam sparaliżowana.
- Lucy to ty? -spytał Styles.
- T..ttak
- Miło, że w końcu zagościłaś w swoim domu. Mam do Ciebie złą wiadomość.. Twoi rodzice.. -zawiesił się.
- Tak? 

- No bo oni..
- Kurwa, Styles ! Bo inaczej ja powiem. -odezwał się "kolega".

- Dobra, dobra. Zostali.. znaczy się twój ojciec.. nie żyje. Matka jest w szpitalu, ale nie możecie tam pojechać. Mieli wypadek samochodowy. -spojrzałam kątem oka na siostrę. Pierwsza łza spłynęła po policzku.
- To jest nie możliwe. Oni żyją!-byłam roztrzęsiona. Powoli smutek przeradzał się w złość.  Nie chcę by się komuś coś stało, a zwłaszcza, że jest tu Cassie. Ona nie wie co się ze mną działo wtedy..

- Lucy..
- Zamknij się Harry! Najlepiej jakbyś stąd spieprzał! To nie Twoje życie..
- Dobra, Parker. Uspokój się.
- Jak mam się uspokoić?
- Lucy.. -odwróciłam się w jej stronę. Rozłożyłam ramiona i czekałam, aż Cass się wtuli.
- Damy radę.. Musimy.. -nasze słone łzy mieszały się ze sobą. Nie wiem czy dotrzymam do końca. Obym nie popełniła tego samego błędu co kiedyś.
- Parker.. Jeszce jedno. Nie mów nikomu od kogo wiesz. -posłał mi słabe wyrazy współczucia. Chwyciłam go za rękę i spojrzałam głęboko w oczy.
- Dziękuje, Harry. - nie odpowiedział.  Podeszłam do niego powoli i zastanawiałam się dłuższą chwilę czy, aby na pewno zaraz dobrze postąpię.
Nie spróbujesz, nie dowiesz się. Wtuliłam się w niego i wyszeptałam przez łzy: Jeszcze raz dziękuję Styles. Stał moment oszołomiony, ale odwzajemnił uścisk. Poczułam, że robi mi się ciepło w sercu.


- Harry, spadamy.. -"odkleił" się ode mnie i szedł w stronę drzwi. Odwrócił się jeszcze na moment i uśmiechnął lekko zanim wyszedł.
- Idź do swojego pokoju.. Przed nami ciężki wieczór.. -Cass poszła, a ja zostałam sama na dole. Gdy przytulałam się z Harrym poczułam to coś. Czy to możliwe, że on coś do mnie czuje?
Chciałabyś Lucy.. On jest taki sam jak Zayn. On nie może być taki jak On. Zayn by się do mnie nie przytulił, a to wszystko powiedział by po prostu jak z mostu. Harry jest inny. Uroczy..
A jeszcze dzisiaj muszę się spotkać z Zayn'em.. Ugh..
Usiadłam na sofie, a na stoliczku leżała karteczka. A raczej wizytówka.
:Jeżeli chciałabyś pogadać to dzwoń H.S:
Pod napisem widniał numer telefonu. Nie jest to zbyt banalne na Harr'ego? Teraz to mnie nie interesowało. Musiałam z kimś pogadać. Wykręciłam numer na telefonie i czekałam, aż się odezwie męski głos.
- Słucham?
- Harry?
- Kto mówi?
- Lucy.. Chciałam pogadać. Możesz? -nadal byłam roztrzęsiona.
- Jasne.
- No więc, dzisiaj miałam spłacić ten dług..Tylko, że trochę w inny sposób. Służąc Zayn'owi przez dzisiejszy dzień, ale nie mogę. Pomożesz mi? Jestem głupia prosząc Cię o to, ale nie mam nikogo innego.
- Eeh, posłuchaj. Pomogę Ci, ale musisz obiecać, że nigdy nie powiesz nikomu o tym co się dzisiaj stało, ani o tym, że Ci pomagam.
- Zgoda.
- Powiem dzisiaj Zayn'owi, że nie mogłaś przyjść. Jutro o 20 przyjdź pod budkę telefoniczną na Roosvelta dam Ci kwotę pieniędzy jaką potrzebujesz. Zapamiętałaś?
- Tak. Jestem Ci bardzo wdzięczna Harry.
- Spoko. Dobra, spadam cześć. -rozłączył się.
Uff. Upiekło mi się.
- Cassie! Choć na chwilę.. -zbiegła po chwili. - Nadal masz ochotę iść tam dzisiaj?
- Chyba Cię coś. Przez najbliższy tydzień nigdzie nie idę..
- To dobrze.. -przytuliłam ją, a oczy miałam przepełnione łzami..
Co teraz będzie?




Witajcie! ;) Mamy rozdział piąty :D
Podoba się? Za wszelkie błędy przepraszam..
Komentujcieee <3

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 4

Podeszłam powoli do drzwi i zatrzymałam się.
 Lucy weź się w garść!

Pociągnęłam lekko za klamkę, a drzwi się otworzyły. Moje oczy momentalnie się rozszerzyły.
- Hh..Harry? -drżałam.
- Słuchaj, piękna. Uciekaj stąd jak najszybciej. Zayn nie da tak łatwo za wygraną.. Słyszysz? Uciekaj! -zamknęłam drzwi z trzaskiem i wbiegłam po schodach do swojego pokoju. Otworzyłam szafę i od razu wypadła z niej ogromna torba. Wpakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, oraz kilka smakołyków. Jeszcze tylko kilka papierków... Miałam już wszystko. Znalazłam się znowu przed drzwiami frontowymi.
A co jeżeli on mnie chciał tylko nastraszyć? Niee..
Otworzyłam je, a Styles nadal tam stał.
- Czego ty tu jeszcze?
- Musiałem dopilnować, że nie zostaniesz tu.
- Jak widzisz idę. A teraz żegnam.. -odrzekłam wymijając go i celowo szturchając ramieniem.
- Eej, nie pozwalaj sobie! -szarpnął mnie za nadgarstek i spojrzał głęboko w oczy. -Ostrzegłem Cię i oczekuję nagrody. -kontynuował.
- Ciekawe.. -zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość i musnął lekko moje usta. Przez chwilę stałam zszokowana. Wyminęłam go zwinnie i ruszyłam w przeciwną stronę.
- Tylko nie mów, że Ci się nie podobało. -nawet nie widząc jego twarzy byłam pewna, że patrzy na mnie tym swoim uśmieszkiem. Zignorowałam go i szłam dalej. Gdy poczułam, że jestem od niego o sporą ilość metrów (a nawet kilometrów) oddalona zwolniłam kroku.


*Oczami Cassie*
Wstałam dzisiaj nieco wcześniej. Przeciągnęłam się leniwie na łóżku i poczułam zimne powietrze. Opatuliłam się w kołdrę i zamknęłam okno. Podeszłam do komody, w której wypakowałam wcześniej wszystkie ubrania. Wybrałam czarne rurki, a do tego beżową bluzkę z sercem.


Przekroczyłam próg łazienki i przebrałam się w wybrane ciuchy.

- Cassie! Ktoś do Ciebie. -odezwał się głos Mike. A już myślałam, że wstałam pierwsza.. Wyszłam z łazienki i udałam się do salonu przez, który przechodził przedpokój.
- Lucy? Co ty tu..?
- Możemy porozmawiać w "cztery oczy"?
- No dobra.


*30 minut później*

- Powiedz mi to jeszcze raz. -znowu czułam, że mnie w czymś wykorzysta.
- Zaczęło się wiesz.. od tych długów. Śledzili mnie. To już wiesz. Ale gdy miałam już spłacić przynajmniej trochę to nastraszyli mnie bronią. W sumie to tylko Zayn. Jedyne co mnie zaskoczyło to słowa wypowiedziane przez Harrego..
- Jakie?
- "Stary! Oszalałeś? Mieliśmy umowę!"
- Czyli co? Mieli wobec Ciebie jakieś niecne plany? -zaśmiałam się lekko.
- Cassie! Nie śmiej się, proszę... -nie wierzę. Pierwszy raz mnie o coś poprosiła. Od razu zrobiło się cieplej w sercu.
- Dobra, dobra. Co mam zrobić?
- Tylko się ukrywać. Nie wiem co mogą zrobić. Są nieprzewidywalni. -normalnie powiało grozą.
Ale ty jesteś wredna, Cass. Ciesz się, że nie czyta Ci w myślach. Uśmiech mimowolnie wkradł się na moją buzię.
- Znowu to robisz!
- Co? -spytałam zszokowana.
- Wpieniasz mnie!
- No sorry, mistrzu. -musiałam. Przepraszam sis.
- Ugh.. -wstała z krzesła i ruszyła w kierunku salonu, w którym siedział Mike.

*Oczami Lucy*

- Mogę się też tu na chwilę zatrzymać? Obiecuję, że za kilka dni ulotnimy się stąd. -obiecywałam robiąc przy tym słodkie oczka.
- Jasne. Tylko robicie dzisiaj kolację. -zaśmiał się głośno. Od razu odwzajemniłam uśmiech.
- A co masz w lodówce?
- No właśnie w tym tkwi problem.. Bo nic. -zaśmiałam się jeszcze głośniej niż wcześniej. Wyciągnęłam dłoń i czekałam na pieniądze, które mi wręczy na zakupy.
- Masz tu. Wystarczy? Kup tam co chcesz.
- Ok. Cass wyłaź! Idziemy do sklepu.
- Na ciuchy? -wyjrzała zza progu małpa. Moja mina mówiła wszystko bo od razu ruszyła do drzwi i wyszła. Pobiegłyśmy na przystanek jak najszybciej bo chciałyśmy zdążyć na ostatni autobus do marketu by nie iść pieszo.
- Lucy powiedz mi jaki jest ten Zayn? -zdziwiło mnie jej pytanie.
- No wiesz.. Niby przystojny, ale przeraża samą osobą. Jednak brąz jego oczu jest hipnotyzujący. Tylko dlaczego ma taki zjebany charakter?
- Przestań bo się jeszcze zakochasz! -wybuchła śmiechem.
- Eej, ej, ej. Aż tak to nie. -posłałam jej krzywy wzrok.
- Dobra, chodź wysiadamy. -pociągnęła mnie za dłoń i weszłyśmy do marketu po potrzebne rzeczy. Mijałyśmy pełno regałów, ale ten jeden znajdował się na końcu samego sklepu. Wybrałam potrzebne składniki na naleśniki i mogłyśmy iść.
- Lucy, a Nutella? -no oczywiście. Bez niej to by nawet tyłka nie ruszyła.
- Pff... Zachciało się Nutelli księżniczce. Idź po nią. - pobiegła na następny regał, a już po chwili zniknęła mi z pola widzenia.

***
Czekałam już na nią dobre dwadzieścia minut.
Gdzie ona jest do cholery?!
Przechodziłam między "uliczkami" sklepu, aż natknęłam się na coś twardego.
- Uważaj jak łazisz! -odezwał się męski głos. Spojrzałam w górę i myślałam, że to sen. Zły sen.. - Lucy? -jego oczy momentalnie się powiększyły.
- A nie widać? -odpowiedziałam sarkastycznie.
- Wiesz, że nie lubię takich tekstów więc się lepiej zamknij. -wysyczał przez zęby.
- Przepraszam, ale śpieszę się. Cześć. -już miałam się odwrócić, ale poczułam dość mocne pociągnięcie za ramię. Przypomniała mi się sytuacja ze Stylesem. Właśnie, ciekawe czy reszta bandy też tu jest.
- Nie uciekaj, piękna. Jeżeli szukasz swojej siostry to muszę Ci powiedzieć, że natknęła się na mojego braciszka. -uśmiechnął się szeroko ukazując szereg białych zębów. Czy on chcę mnie wkurzyć?
Po prostu mu się podobasz, idiotko. Pewnie to tylko pretekst.
- A gdzie ona niby jest?
- Tam. -wskazał palcem za mną. Rzeczywiście stała tam. I przytulała się z młodym Malikiem. Czeka mnie ciężka rozmowa z Cassie. Podeszłam do nich bliżej i dosłownie odkleiłam ich od siebie.
- Cass idziemy.
- Nigdzie nie idę. Niall zaprosił mnie na kolację do siebie. Będzie też kilku znajomych od niego ,i parę dziewczyn. -wiedziała, że mnie tym zdenerwuje. Ale musiała..
- Lucy musisz iść z siostrą. Chyba jej nie puścisz samej, prawda? -Zayn..
- Nigdzie nie idę. Odwalcie się wszyscy ode mnie.. -upuściłam koszyk z zakupami i kierowałam się  do wyjścia ze sklepu. Usiadłam na chodniku znajdującym się za marketem.
- Chyba nie myślałaś, że Cię tak zostawię, co nie? -znowu on? No przecież ja tu zaraz do szału dostanę..
- Odwal się!
- Coś ty powiedziała? -przyparł mnie do ściany sklepu.  -  Masz dług, więc musisz go spłacić. A wiem, że forsy nie masz.. Jest tylko jedno wyjście. Pójdziesz dziś z siostrą na tą kolację i będziesz mi... służyć -wdarł się na jego twarz zadziorny uśmiech.. Nienawidzę tego! Ale dług muszę spłacić..